13/28

PRZESTRZEŃ SHELLEY


„Przestrzeń Shelley” to adaptacja utworu Joyce Carol Oates, autorki znanej z demaskowania tzw. American dream, dokonana przez młodego reżysera Krzysztofa Rzączyńskiego. Jest próbą zgłębienia psychiki nastolatki, która po ucieczce z domu ugrzęzła w świecie przemocy – psychicznego i fizycznego zniewolenia. Oates, nominowana do literackiej nagrody Nobla, zyskała w Polsce rozgłos m.in. dzięki takim książkom jak: „Amerykańskie apetyty”, „Romans” czy „Blondynka” – fabularyzowanej biografii Marilyn Monroe. Podobnie jak w przypadku „Przestrzeni Shelley” (tytuł oryginału „Ontological Proof of My Existence”) mamy w jej twórczości do czynienia z obyczajowym wizerunkiem społecznej klasy średniej. Ale pisarka prezentuje obraz ponury, przepełniony złem i hipokryzją. Adaptacja dokonana przez Krzysztofa Rzączyńskiego nie jest li tylko realistycznym zapisem koszmaru, w jakim żyje młoda Shelley (Agnieszka Roszkowska). Reżyser zamierzył coś więcej – rodzaj mrocznego, poetyckiego teatru oddającego stan chorej psychiki bohaterki, która jest nieustannie manipulowana, dręczona, a mimo możliwości ucieczki z piekła – nie podejmuje jej. Od pierwszej sceny spektakl toczy sięniespiesznie. Uwagę przykuwa sama postać głównej bohaterki – młodziutkiej, ładnej, zgrabnej, dziewczęco-kobiecej. Ale otoczenie jest nieprzyjazne – odpychające, obskurne mieszkanie, ze zdezelowaną kuchenką, pseudołazienką za plastikową przezroczystą zasłoną, z fotelem i tapczanem. Filigranowa Shelley uciekła swego czasu z normalnego, tzw. dobrego domu od nadopiekuńczego, pedantycznego ojca. Uwiedziona, a potem zniewolona przez Piotra V. (Waldemar Barwiński), została potem ulokowana w marnej kawalerce jako jedna z „podopiecznych” przystojnego sutenera. Bywa głodna, czuje się opuszczona. Jednocześnie nie uwalnia się mentalnie od sprawiających jej radość pierwszych przeżyć fizyczno-seksualnej natury, jakich doznała z odwiedzającym ją od czasu do czasu Piotrem. Ciągle sama siebie oszukuje albo i wierzy, że on – jej wielka, pierwsza miłość, kocha ją naprawdę. Nastoletnia bohaterka tkwi w potrzasku. Przewlekły stan jej chorej świadomości reżyser oddaje w widowisku poprzez wolne tempo akcji, które część widzów odbiera jako zwykłe dłużyzny i niepotrzebną celebrę słów, zachowań i napięć wewnętrznych. Rzączyński wypełnia też przestrzeń (Shelley) za pomocą niezwykłego, nierealistycznego oświetlenia sceny – na przykład szokującą czerwienią. Atmosferę dziwności i niepokoju budują ponadto rozmaite dźwięki – odgłos kroków na schodach za drzwiami, szmery itp. Przedstawienie nabiera tempa i gęstości, kiedy pojawia się ojciec (Janusz Łagodziński) dziewczyny. Zatroskany mężczyzna chcąc ratować córkę, pokazuje jej slajdy z pozornie szczęśliwego dzieciństwa i nieco późniejszych lat spędzanych u boku rodziny. To dramatyczny zwrot w spektaklu – przeciągające się wyświetlanie zdjęcia po zdjęciu zamiast przynieść wstrząs, a konsekwencji nawrócenie, tylko drażni, niecierpliwi, doprowadza do wybuchu agresji. I Shelley wyrzuci ojca za drzwi. Anna Sobańska-Markowska „Przestrzeń Shelley” Joyce CarolaOates w Teatrze Dramatycznym m.st. Warszawy, Scena Debiutów Reżyseria i opracowanie tekstu: Krzysztof Rzączyński Scenografia: Izabela Stronias Światło i wizualizacje: Robert Mleczko Dźwięk: Mateusz Adamczyk Występują: Agnieszka Roszkowska (Shelley), Waldemar Barwiński (Peter V.), Janusz Łagodziński (Ojciec Shelley).  

13/28 - PRZESTRZEŃ SHELLEY